BandaBag

Życie... praca... korona...

Nie wiem jak u Was, ale U mnie sytuacja koronowa jest dynamiczna. Całe szczęście wychodzę na prostą...chyba :/

Dlaczego chyba?! Bo są opóźnienia w realizacji zamówień... I są one w niektórych przypadkach znaczne. Ostatnio realizowałam zamówienie z lutego do Austrii.
Cóż... nie ma się czym oczywiście chwalić. Chciałam tylko przypomnieć, że BandaBag to "one man band", czyli ja - Anna Brzozowska we własnej osobie. Nie "Państwo" czy"Wy"...
Co za tym idzie?!
Otóż każda zmiana w moim życiu osobistym rzutuje na żywotność firmy, dlatego myślę, że powinnam napisać kilka słów odnośnie sytuacji.
Nie mieszkam w Polsce, albo raczej prawie nie mieszkam. Mieszkam we Frankfurcie nad Odrą. Dlaczego napisałam prawie?! Ponieważ Frankfurt oraz graniczące z nim przez rzekę Słubice, do niedawna były dla mnie jednym miastem, chociaż w dwóch różnych państwach.
Ostatnio chyba wszyscy doświadczyliśmy małej rewolucji z "koroną", niestety nie na głowie, chociaż wydawało się, że świat na niej stanął.
No i masz granicę zamknięto... jak to wpłynęło na szycie? Znacząco! Otóż ze względów rodzinno kompilacyjnych ewakuowaliśmy się do miejscowości Trzciel, gdzie mieszkają moi rodzice. I wszytko fajnie tyle, że maszyna i pracownia została w Słubicach - 100 km. Na tamten moment był tak duży znak zapytania co dalej, iż podjęłam decyzję o przeniesieniu pracowni bliżej... bliżej to mieszkanie + strych mojej babci (podziękowania dla niej).


Po dwóch tygodniach bez pracowni wznowiłam produkcję...
Kulawo, bo kulawo, ale ile mogłam to szyłam. Wszytko było spakowane i bardzo tymczasowe. Robota wydłużyła się niemiłosiernie, a frustracja szła uszami.

Po dwóch miesiącach okazało się, że dzieci wracają do szkoły. Jupi! (w końcu problem z domowymi lekcjami odpadł). No to powrót do domu- 100 km... a pracownia została :D Wyglądało to tak: powrót do szkoły, weekend powrót do pracowni i szycie do upadłego, znowu powrót do szkoły i wyjazd po pracownię, czyli znowu weekend z głowy.
I jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, cudowna Agata (poznacie ją wkrótce), znalazła lokum, a nawet dwa! Więc znowu jest pracownia! Uff...

Czy już naliczyliście jaka obsuwa się zrobiła??? No właśnie...miesięczna!

I bardzo, Was przepraszam...tak to po prostu wygląda. Nie jestem niepoważna, niesumienna, nieuczciwa, śmieszna i inne jakaś... tylko po prostu, dzień ma 24 godziny i kiedyś muszę się wyspać, a tydzień ma 7 dni i kiedyś też muszę wypocząć...

Są to torby szyte ręcznie przez jedną osobę, przy czym nowe tkaniny nie uzupełniają się same, paragony samie się nie drukują i paczki same nie pakują...
Tak więc wszystkim tym, którzy to rozumieją i świadomie wybierają torbę produkcji BandaBag a nie sieciówki dziękuję za cierpliwość i wyrozumiałość!

Bardzo dziękuję <3

Parę słów o mnie

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów

Cena zestawu: %bundleSum%
Anuluj